niedziela, 7 lipca 2013

kbiz.pl - wyciąganie kasy w Internecie


O tym ile może kosztować bezpłatny wpis w wyszukiwarce biznesowej

27.07.2011 r. na adres mailowy stowarzyszenia dostaliśmy maila zatytułowanego „Prośba o informacje” od p. Krzysztofa Habiaka reprezentującego firmę zajmującą się zbieraniem ofert oraz zapytań ofertowych dla  przedsiębiorstw, za pośrednictwem internetu. Zachęcał by dodać informacje (adres, telefon, krótki opis) o prowadzonej przez nas działalności do serwisu kbiz.pl, bo rzekomo pojawiały się liczne zapytania dotyczące naszej branży a jego serwis stara się skompletować informacje na temat poszukiwanych firm. W mailu zapewniano, że „Oczywiście dodanie wpisu jest (bezterminowo) bezpłatne i do niczego niezobowiązujące”. Moją czujność uśpiły też loga funduszy unijnych znajdujące się na stronie kbiz.pl i dodałem wpis do serwisu.

Później już nie wchodziłem na stronę kbiz.pl, choć dostawałem maile o rzekomo oczekujących wiadomościach, ale uznałem że podane dane do bezpośredniego kontaktu wystarczą zainteresowanym osobom a reklam nie chciałem czytać. Wpis w kbiz.pl nie przyniósł stowarzyszeniu żadnego pożytku.  

7.05.2013 r. administrator serwisu kbiz.pl wysłał informację o zmianie regulaminu. Później okazało się, że regulamin zmienił się znacznie m.in. serwis z bezpłatnego stał się płatny.  W przypadku braku akceptacji nowych warunków kazano złożyć pisemne oświadczenie w terminie do 21 maja 2013r. Ciekawe czy takie oświadczenie dotarło by w ogóle do kbiz.pl, bo list z rezygnacją z „usług” kbiz.pl, który wysłałem miesiąc temu wrócił z informacją, że adresat wyprowadził się. A jeśli chodzi o adres kbiz.pl to jest to adres wirtualny oferowany przez jedną z wrocławskich firm.

Miesiąc później dostaliśmy fakturę na kwotę 123 zł. I wówczas po dokładnym sprawdzeniu regulaminu okazało się, że wpadliśmy w pułapkę. Nie sądziłem, że można być tak chciwym chamem, by kazać płacić za bezpłatną usługę; by zmieniać regulamin w sposób kreujący nowe zobowiązanie; by wymagać pisemnej formy rezygnacji z usługi choć żadna pisemna umowa nie została zawarta.

Sprawa jest już szeroko komentowana. Oszukanych zostało kilka tysięcy przedsiębiorców. Dla p. Krzysztofa Habiaka nie ma to znaczenia. Nie ważne czy oszukał dużą firmę czy małe stowarzyszenie (które liczy się z każdą złotówką). Dla niego liczy się tylko kasa – oby wkrótce się przeliczył.

Poszkodowani przez kbiz.pl dzielą się na tych którzy nie zamierzają płacić, wysyłają odmowę przyjęcia faktury, zgłaszają sprawę na policję, interweniują w urzędzie skarbowym i są gotowi walczyć w Sądzie oraz na tych którzy zapłacili uznając, że 123 zł to nie dużo i nie chcąc tracić czasu i pieniędzy na dojazdy do Sądu w drugim końcu Polski. Bardziej zdeterminowani są pewnie ludzie, którzy nigdy nie dodawali tam wpisu (a są i tacy) a ich dane (często z błędami) wklepał być może sam cwaniaczek.I widzę, że już coś zdziałali: http://www.dus.wroclaw.pl/pl/news/300/PR%C3%93BA_W%C5%81UDZENIA_OP%C5%81ATY_ZA_FV

Ten kto nie zapłacił dostawał kolejne maile i pisma np. o wszczęciu postępowania windykacyjnego, przedsądowe wezwanie do zapłaty, zawiadomienie o zamiarze wszczęcia w urzędzie skarbowym procedury korekty podatku VAT.

Internet jest dobrym narzędziem komunikacji, źródłem informacji, sprzymierzeńcem robienia interesów. Jednak tacy jak p. Krzysztof Habiak niszczą zaufanie społeczne wobec nowych technologii. Temu „panu” życzę oczywiście wszystkiego najgorszego i różowej opalenizny w kratkę.

Wpis ten (mój pierwszy na blogu) nie podaje rozwiązania sprawy kbiz.pl (bo go nie znam). Jest ku przestrodze, że czasem spełniając czyjąś prośbę o dokonanie darmowego wpisu możesz dostać fakturę do zapłaty.

Więcej o kbiz.pl: